- Wpisów: 16
- Średnio co: 70 dni
- Ostatni wpis: 3 lata temu, 20:12
- Licznik odwiedzin: 2 511 / 1195 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Przedstawiamy 10 podstawowych zasad, które pomogą Ci uniknąć popełnienia niewybaczalnego nietaktu na wirtualnej randce lub wpakowania się w głupią sytuację!
Nie krzycz do ludzi na dzień dobry. W internetowej mowie za krzyk, a wręcz wrzask, uważa się pisanie dużymi literami. Gdy ktoś pisze "CZEŚĆ!", to tak jakby na całe gardło krzyczał chcąc zwrócić na siebie uwagę.
Nie przerywaj swojemu romówcy i nie zmieniaj tematu. Daj mu się wygadać, okaż zainteresowanie pasjonującymi go sprawami, a na pewno Was to zbliży. Oczywiście, druga strona też musi być zainteresowana tym, co Ty masz do powiedzenia.
Nie znikaj z Sieci bez słowa. Jeżeli Twój wirtualny partner zorientuje się, że już "wyszłaś", a on wysyła swoje myśli w cybernetyczną pustkę, poczuje się zlekceważony i zraniony. Dlatego pożegnaj się przed zakończeniem rozmowy - nawet jeśli odchodzisz od klawiatury tylko na chwilę, poinformuj o tym rozmówcę. W ten sposób unikniesz niepotrzebnych zgrzytów.
Unikaj fantazjowania. Gdy Twój partner zorientuje się, że Twoje opowieści o sobie są mało prawdopodobne, przestanie Cię traktować poważnie.
Nie bądź natarczywy. Nie nalegaj na przysłanie zdjęcia czy natychmiastowe spotkanie. Cierpliwie czekaj na rowój wypadków, w Internecie "życie" toczy się wolniej. Zbytni nacisk może spłoszyć kogoś, kto może okazać się Twoim strzałem w dziesiątkę.
Zadawaj dużo pytań. Twój rozmówca będzie zadowolony, że może mówić o sobie, a Ty poznasz go lepiej i sprawdzisz, czy coś Cię w nim fascynuje. Ale nie urządzaj przesłuchania! To ma być miła pogawędka, podczas której wyciągniesz potrzebne Ci informacje.
Nie wierz we wszystko, co mówi Twój partner. Nie rezygnuj z otwartości i spontaniczności, ale zachowaj pewną podejrzliwość. Internet pełen jest oszołomów i oszustów.
Nie podawaj od razu swoich danych osobowych. Adres i nazwisko zachowaj do czasu spotkania. Na początku romansu niech wystarczą mu: Twój internetowy pseudonim i charakterystyka.
Nie oczekuj zbyt wiele. Trzymaj na wodzy wybujałe nadzieje, a ryzyko gorzkiego rozczarowania będzie mniejsze. Wyobraźnia bywa niebezpieczna. Na podstawie skromnych informacji tworzysz idealny wizerunek, który jest wytworem Twoich pragnień i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Trzeźwo oceniaj fakty. Lepsze jest miłe zaskoczenie niż rozczarowanie.
Pamiętaj o konkurencji! Jeśli odpowiadasz na czyjeś ogłoszenie, pamiętaj, że nie tylko Ty wysłasz tej osobie e-maila. Twoja odpowiedź musi się jakoś wyróżnić spośród wielu innych! Stawiaj na naturalność i humor.
Nie oszukuj. Jeśli Twój partner wykryje oszustwo, może zerwać znajomość. Nie podawaj więc nieprawdziwych danych czy faktów, które on może sprawdzić. Anonimowość w wirtualnym świecie prowokuje do fantazjowania, jednak warto zachować zdrowy rozsądek we wszystkim co robisz.
Nie krzycz do ludzi na dzień dobry. W internetowej mowie za krzyk, a wręcz wrzask, uważa się pisanie dużymi literami. Gdy ktoś pisze "CZEŚĆ!", to tak jakby na całe gardło krzyczał chcąc zwrócić na siebie uwagę.
Nie przerywaj swojemu romówcy i nie zmieniaj tematu. Daj mu się wygadać, okaż zainteresowanie pasjonującymi go sprawami, a na pewno Was to zbliży. Oczywiście, druga strona też musi być zainteresowana tym, co Ty masz do powiedzenia.
Nie znikaj z Sieci bez słowa. Jeżeli Twój wirtualny partner zorientuje się, że już "wyszłaś", a on wysyła swoje myśli w cybernetyczną pustkę, poczuje się zlekceważony i zraniony. Dlatego pożegnaj się przed zakończeniem rozmowy - nawet jeśli odchodzisz od klawiatury tylko na chwilę, poinformuj o tym rozmówcę. W ten sposób unikniesz niepotrzebnych zgrzytów.
Unikaj fantazjowania. Gdy Twój partner zorientuje się, że Twoje opowieści o sobie są mało prawdopodobne, przestanie Cię traktować poważnie.
Nie bądź natarczywy. Nie nalegaj na przysłanie zdjęcia czy natychmiastowe spotkanie. Cierpliwie czekaj na rowój wypadków, w Internecie "życie" toczy się wolniej. Zbytni nacisk może spłoszyć kogoś, kto może okazać się Twoim strzałem w dziesiątkę.
Zadawaj dużo pytań. Twój rozmówca będzie zadowolony, że może mówić o sobie, a Ty poznasz go lepiej i sprawdzisz, czy coś Cię w nim fascynuje. Ale nie urządzaj przesłuchania! To ma być miła pogawędka, podczas której wyciągniesz potrzebne Ci informacje.
Nie wierz we wszystko, co mówi Twój partner. Nie rezygnuj z otwartości i spontaniczności, ale zachowaj pewną podejrzliwość. Internet pełen jest oszołomów i oszustów.
Nie podawaj od razu swoich danych osobowych. Adres i nazwisko zachowaj do czasu spotkania. Na początku romansu niech wystarczą mu: Twój internetowy pseudonim i charakterystyka.
Nie oczekuj zbyt wiele. Trzymaj na wodzy wybujałe nadzieje, a ryzyko gorzkiego rozczarowania będzie mniejsze. Wyobraźnia bywa niebezpieczna. Na podstawie skromnych informacji tworzysz idealny wizerunek, który jest wytworem Twoich pragnień i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Trzeźwo oceniaj fakty. Lepsze jest miłe zaskoczenie niż rozczarowanie.
Pamiętaj o konkurencji! Jeśli odpowiadasz na czyjeś ogłoszenie, pamiętaj, że nie tylko Ty wysłasz tej osobie e-maila. Twoja odpowiedź musi się jakoś wyróżnić spośród wielu innych! Stawiaj na naturalność i humor.
Nie oszukuj. Jeśli Twój partner wykryje oszustwo, może zerwać znajomość. Nie podawaj więc nieprawdziwych danych czy faktów, które on może sprawdzić. Anonimowość w wirtualnym świecie prowokuje do fantazjowania, jednak warto zachować zdrowy rozsądek we wszystkim co robisz.
Miłość wirtualna. Czy to takie samo uczucie jak prawdziwa miłość?
Świat się zmienia. Z dnia na dzień i to w nieprawdopodobnym tempie. Wszystko się zmienia. Wydaje się, że nie ma takiej rzeczy, która by przez kilka chociaż lat pozostała taka sama. Oczywiście najbardziej zmienia się świat kulturalny, ale także i świat nauki, który każdego dnia zaskakuje nas swoim rozwojem i swoimi odkryciami i wynalazkami. Niewątpliwie w świecie nauki wiodącą rolę pełni informatyka. To nieprawdopodobnie jak rozwinęła się w kilkanaście niespełna lat i mało tego, tak zawładnęła jakże podatnym człowiekiem, że prawdopodobnie niedługo bez komputera i Internetu będzie w stanie wytrzymać krócej niż bez jedzenia. Już dziś jest to uzależnienie takie samo jak np. alkoholizm. Człowiek jest uwikłany w tę wirtualną sieć na dobre i już nigdy się chyba z niej nie wyplącze, wręcz przeciwnie, będzie się jeszcze bardziej wplątywał.
Wracając jednak do zmian to wydaje mi się, że przede wszystkim jednak zmieniają się ludzie i stosunki między nimi, a ściślej stosunki między kobietą a mężczyzną.
Miłość wirtualna? Cóż to takiego?
Jak wiadomo Internet zrewolucjonizował komunikację i jest obecnie najbardziej niesamowitym i wszechstronnym źródłem informacji. Obecnie w Internecie zabiegany i zapracowany człowiek zrobić prawie wszystko: od wysłania znajomemu kartki urodzinowej, poprzez obejrzenie filmu, którego jeszcze wyświetlają w kinie, aż do uregulowania swoich spraw finansowych. Może także... poflirtować i poromansować (!), a może i nawet spotkać miłość swojego życia?!
Wydaje się to być absurdalne, ale w ostatnich latach słyszy się coraz więcej o tym jak ludzie spotykają się na wirtualnych "randkach", zawierają związki małżeńskie, a nawet zdradzają się przez Internet. Czy to jest możliwe? Ktoś kto nigdy nie miał okazji zajrzeć do tego jakże dziwnego cybernetycznego świata powie oczywiście, że to niemożliwe, i że nie wyobraża sobie czegoś takiego. Ale coś w tym jednak musi być.
Żeby kogoś pokochać, trzeba go najpierw dobrze poznać.
Owszem, ale jednak wydaje mi się, że nigdy tak do końca nie zna się drugiego człowieka, chociaż można go znać lepiej od siebie. Cóż... czasami bardzo trudno jest zdobyć się na szczerość wobec drugiej osoby patrząc jej prosto w oczy. Czyż nie? Przy komputerze, kiedy jesteśmy tylko sami ze sobą i nikt na nas nie patrzy, jest to zdecydowanie łatwiejsze. Mamy poczucie, że gdzieś tam po drugiej stronie jest ktoś, kto nas "słucha", a nie musimy się martwić tym, że osoba, której się zwierzamy zobaczy rumieniec zawstydzenia na naszej twarzy, czy też usłyszy jak nam się z nerwów załamuje głos. Wiadomo: o wiele łatwiej jest napisać niż powiedzieć. Szczególnie mężczyźnie, który jak wiadomo ma o znacznie większe problemy z wyrażaniem swoich uczuć, niż kobieta. Internetowa pogawędka staje się dla niego szansą do rozwoju swojej komunikatywności. To proste: gdy coś piszemy, to zawsze mamy trochę czasu nad tym, żeby się zastanowić co dokładnie napisać i nie musimy się martwić tym, że palniemy jakąś gafę.
Ideały.
No właśnie. Kiedy już nikt nas nie widzi, to możemy się trochę upiększyć, ulepszyć i wyidealizować. To jednak jest małe zło. Możemy także zupełnie zmienić swoją osobowość, wygląd, płeć, wiek... wszystko... po prostu możemy stać się innym człowiekiem. W końcu nikt nas nie sprawdzi. Bardzo łatwo pozbyć się wszystkich kompleksów i zostać w pełni zaakceptowanym. Kiedyś ktoś stwierdził, że wszyscy Internauci są zakompleksieni i zamknięci w sobie. Czy to prawda? Według mnie nie koniecznie.
W każdym razie w Internecie można spotkać bardzo dużo oszustów, aż się od nich roi. Przypomina mi się taki przypadek, o którym kiedyś słyszałam w telewizji. Pewien żonaty Amerykanin w średnim wieku przez wiele miesięcy był przekonany, że żywi odwzajemnione miłosne uczucie do młodziutkiej hinduskiej studentki. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić tego co musiał czuć ten biedny mężczyzna, gdy okazało się, że jego "miłość" to starsza pani z bardzo luksusowego domu opieki gdzieś w Miami.
Z drugiej strony wydaje mi się jednak, że to jest możliwe, żeby spotkać uczciwą osobę, gdyż wielu ludzi traktuje internetowe znajomości bardzo poważnie. Nie chodzi tu tylko o miłość, ale także o przyjaźń czy też zwykłe znajomości. W końcu w "sieci" możemy poznać człowieka z "drugiego końca świata", co przecież jest niczym innym jak interesującym doświadczeniem życiowym. Mimo to jednak wyobrażenie o drugiej osobie może być zupełnie inne i przy spotkaniu "na żywo" można się bardzo rozczarować. Każdy człowiek widzi przecież świat na swój sposób i ma swoją własną wyobraźnię. Dlatego też wiele wirtualnych związków kończy się bardzo szybko, po pierwszym spotkaniu.
Oczywiście nie zawsze. Osobiście uważam, że przez Internet można nawet odnaleźć tą swoją "drugą połowę". Nie trzeba wcale wierzyć w przeznaczenie, chociaż nie ukrywam tego, że ja w nie wierzę. Zastanawiam się tylko, czy wirtualna róża lub pocałunek zastąpią te prawdziwe. Na dłuższą metę chyba nie. Współczesny Romeo jednak ich użyje i wyśle do swojej Julii jakże romantyczny list... elektroniczny.
Świat się zmienia. Z dnia na dzień i to w nieprawdopodobnym tempie. Wszystko się zmienia. Wydaje się, że nie ma takiej rzeczy, która by przez kilka chociaż lat pozostała taka sama. Oczywiście najbardziej zmienia się świat kulturalny, ale także i świat nauki, który każdego dnia zaskakuje nas swoim rozwojem i swoimi odkryciami i wynalazkami. Niewątpliwie w świecie nauki wiodącą rolę pełni informatyka. To nieprawdopodobnie jak rozwinęła się w kilkanaście niespełna lat i mało tego, tak zawładnęła jakże podatnym człowiekiem, że prawdopodobnie niedługo bez komputera i Internetu będzie w stanie wytrzymać krócej niż bez jedzenia. Już dziś jest to uzależnienie takie samo jak np. alkoholizm. Człowiek jest uwikłany w tę wirtualną sieć na dobre i już nigdy się chyba z niej nie wyplącze, wręcz przeciwnie, będzie się jeszcze bardziej wplątywał.
Wracając jednak do zmian to wydaje mi się, że przede wszystkim jednak zmieniają się ludzie i stosunki między nimi, a ściślej stosunki między kobietą a mężczyzną.
Miłość wirtualna? Cóż to takiego?
Jak wiadomo Internet zrewolucjonizował komunikację i jest obecnie najbardziej niesamowitym i wszechstronnym źródłem informacji. Obecnie w Internecie zabiegany i zapracowany człowiek zrobić prawie wszystko: od wysłania znajomemu kartki urodzinowej, poprzez obejrzenie filmu, którego jeszcze wyświetlają w kinie, aż do uregulowania swoich spraw finansowych. Może także... poflirtować i poromansować (!), a może i nawet spotkać miłość swojego życia?!
Wydaje się to być absurdalne, ale w ostatnich latach słyszy się coraz więcej o tym jak ludzie spotykają się na wirtualnych "randkach", zawierają związki małżeńskie, a nawet zdradzają się przez Internet. Czy to jest możliwe? Ktoś kto nigdy nie miał okazji zajrzeć do tego jakże dziwnego cybernetycznego świata powie oczywiście, że to niemożliwe, i że nie wyobraża sobie czegoś takiego. Ale coś w tym jednak musi być.
Żeby kogoś pokochać, trzeba go najpierw dobrze poznać.
Owszem, ale jednak wydaje mi się, że nigdy tak do końca nie zna się drugiego człowieka, chociaż można go znać lepiej od siebie. Cóż... czasami bardzo trudno jest zdobyć się na szczerość wobec drugiej osoby patrząc jej prosto w oczy. Czyż nie? Przy komputerze, kiedy jesteśmy tylko sami ze sobą i nikt na nas nie patrzy, jest to zdecydowanie łatwiejsze. Mamy poczucie, że gdzieś tam po drugiej stronie jest ktoś, kto nas "słucha", a nie musimy się martwić tym, że osoba, której się zwierzamy zobaczy rumieniec zawstydzenia na naszej twarzy, czy też usłyszy jak nam się z nerwów załamuje głos. Wiadomo: o wiele łatwiej jest napisać niż powiedzieć. Szczególnie mężczyźnie, który jak wiadomo ma o znacznie większe problemy z wyrażaniem swoich uczuć, niż kobieta. Internetowa pogawędka staje się dla niego szansą do rozwoju swojej komunikatywności. To proste: gdy coś piszemy, to zawsze mamy trochę czasu nad tym, żeby się zastanowić co dokładnie napisać i nie musimy się martwić tym, że palniemy jakąś gafę.
Ideały.
No właśnie. Kiedy już nikt nas nie widzi, to możemy się trochę upiększyć, ulepszyć i wyidealizować. To jednak jest małe zło. Możemy także zupełnie zmienić swoją osobowość, wygląd, płeć, wiek... wszystko... po prostu możemy stać się innym człowiekiem. W końcu nikt nas nie sprawdzi. Bardzo łatwo pozbyć się wszystkich kompleksów i zostać w pełni zaakceptowanym. Kiedyś ktoś stwierdził, że wszyscy Internauci są zakompleksieni i zamknięci w sobie. Czy to prawda? Według mnie nie koniecznie.
W każdym razie w Internecie można spotkać bardzo dużo oszustów, aż się od nich roi. Przypomina mi się taki przypadek, o którym kiedyś słyszałam w telewizji. Pewien żonaty Amerykanin w średnim wieku przez wiele miesięcy był przekonany, że żywi odwzajemnione miłosne uczucie do młodziutkiej hinduskiej studentki. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić tego co musiał czuć ten biedny mężczyzna, gdy okazało się, że jego "miłość" to starsza pani z bardzo luksusowego domu opieki gdzieś w Miami.
Z drugiej strony wydaje mi się jednak, że to jest możliwe, żeby spotkać uczciwą osobę, gdyż wielu ludzi traktuje internetowe znajomości bardzo poważnie. Nie chodzi tu tylko o miłość, ale także o przyjaźń czy też zwykłe znajomości. W końcu w "sieci" możemy poznać człowieka z "drugiego końca świata", co przecież jest niczym innym jak interesującym doświadczeniem życiowym. Mimo to jednak wyobrażenie o drugiej osobie może być zupełnie inne i przy spotkaniu "na żywo" można się bardzo rozczarować. Każdy człowiek widzi przecież świat na swój sposób i ma swoją własną wyobraźnię. Dlatego też wiele wirtualnych związków kończy się bardzo szybko, po pierwszym spotkaniu.
Oczywiście nie zawsze. Osobiście uważam, że przez Internet można nawet odnaleźć tą swoją "drugą połowę". Nie trzeba wcale wierzyć w przeznaczenie, chociaż nie ukrywam tego, że ja w nie wierzę. Zastanawiam się tylko, czy wirtualna róża lub pocałunek zastąpią te prawdziwe. Na dłuższą metę chyba nie. Współczesny Romeo jednak ich użyje i wyśle do swojej Julii jakże romantyczny list... elektroniczny.
Spotkaliście się, zaiskrzyło, byliście na paru randkach i wiesz już, że ten facet to materiał na boskiego, długodystansowego narzeczonego. I umierasz z ochoty, by sprawdzić, czy i w łóżku jest takim cudem. Weź jednak dwa głębokie oddechy i powściągnij swe żądze - zbytni pośpiech może np. sprawić, że wasza romantyczna noc skończy się poszukiwaniem prezerwatyw w nocnych sklepach. No i nic tak jak oczekiwanie nie zaostrza erotycznych apetytów.
- Z moim nowym facetem przez półtora miesiąca tylko się pieściliśmy - wspomina 27-letnia Ewa. - Gdy w końcu poszliśmy na całość, nasze orgazmy były silne jak trzęsienia ziemi.
Za nałożeniem waszym żądzom tymczasowego kagańca przemawia jeszcze jedna rzecz: fakt, że dzielenie się swoim ciałem z kimś, kogo prawie nie znasz, niesie ze sobą ryzyko. Nikt nie każe wam czekać miesiącami, ale powstrzymanie się od seksu przez parę tygodni sprawi, że nie tylko dowiecie się sporo o sobie i poczujecie się bezpiecznie w swoim towarzystwie, ale też, poza namiętnością, połączy was intymna więź. I dzięki temu właśnie wasza pierwsza wspólna noc będzie niezapomnianą wizytą w erotycznym raju. Pomogą ci to sprawić także nasze rady - zapoznaj się z nimi, nim zaprosisz nowego ukochanego do swojego łóżka.
1. Czy to dzisiaj jest ta noc?
Jedynym powodem, by się z kimś kochać, jest twoja na to ochota. Jeśli facet nalega na seks, zanim jesteś gotowa, zapewne zależy mu tylko na paru szybkich numerkach. Ale nawet jeśli i ty masz ochotę tylko na przygodę, seks z kochankiem, który wymusił na tobie współżycie, zawsze pozostawi niesmak i poczucie, że zostałaś wykorzystana. Dlatego, jeśli nie jesteś jeszcze gotowa na więcej niż pocałunki, powiedz mu to. Z naciskiem na "jeszcze" - jeśli on jest zainteresowany tobą, a nie tylko seksem, przeczeka twoje wahania.
2. Hej, mister DJ!
Zadbaj o muzyczną oprawę waszych uniesień. Daruj sobie nowości z list przebojów - nie chcesz chyba słyszeć piosenek, kojarzących ci się z waszą miłością, podczas zakupów w centrum handlowym? Zaś gotycki rock czy rytualne postękiwania aborygenów mogą w zarodku zdusić największą namiętność. Postaw więc na klasykę: "Erotica" Madonny, wszystkie płyty Shade, "Wicked Games" Chrisa Isaaka czy "Paris" Malcolma McLarena z namiętnym wokalem Catherine Deneuve sprawią, że pożądanie zacznie wibrować w powietrzu. Jeśli wiesz, że ukochany jest wielbicielem muzyki klasycznej, puść płytę z ariami miłosnymi z największych oper czy Bolero Ravela.
Pamiętaj o jednym: poza tym, że muzyka ma być sexy, album wybrany na tę pierwszą noc musi być na tyle długi, żebyście nie musieli zrywać się i zmieniać płyt. A jeśli wybierzesz krótszy album, zaprogramuj odtwarzacz na ponowne odtwarzanie, tak byście zdążyli ze wszystkimi pieszczotami.
3. Jak ja mu się pokażę?
Kiedy pierwszy raz rozbierasz się przed nowym mężczyzną, w twoim żołądku tańczą motyle, a dłonie tak ci drżą, że rozpięcie biustonosza jest równie trudne, jak włamanie się do Pentagonu. Boisz się, co będzie, gdy on zauważy rozstępy na twoich biodrach? Bez paniki - są małe szanse, że on w ogóle zwróci na to uwagę. Mężczyźni nie dostrzegają tylu szczegółów co kobiety, a do tego tak bardzo będzie go interesował twój nieziemski biust, linia bioder czy pełne usta - jakiekolwiek są twoje największe atuty - że nie zwróci uwagi na nic innego. Jeśli nadal masz opory przed pełnym striptizem, zadbaj o światło tuszujące defekty figury. Zapomnij o górnym, białym - pogłębia cienie i każda zmarszczka wygląda w nim jak Wielki Kanion Kolorado. Przy błękitnym czy zielonym oświetleniu będziesz przypominać świeżą topielicę, najlepiej więc włącz lampkę z czerwoną żarówką albo owiń klosz purpurowym szalem. Czerwone światło tworzy zmysłową atmosferę, a do tego sprawia, że skóra wygląda na idealnie gładką. Możesz też zapalić świece - w ich pełgającym świetle twoje krągłości będą kusząco podkreślone.
Jeżeli strach nadal cię paraliżuje, możesz dodać sobie animuszu jedną lub dwiema lampkami wina, ale więcej nie pij, bo alkohol znieczuli cię tak, że nie poczujesz żadnej przyjemności. Poza tym lekkie zdenerwowanie nie jest złe - przypływ adrenaliny wzmacnia twoje doznania i sprawia, że orgazmy są silniejsze niż zazwyczaj.
4. Proś o to, na co masz ochotę
Nie zakładaj, że ukochany sam będzie wiedział, co ma robić, facet to nie wróżka. Jasne, możesz spotkać kochanka obdarzonego niesamowitą cielesną intuicją, ale to równie trudne, jak trafić szóstkę w totka. Mówiąc o tym, co on ma robić, nie używaj określeń: "źle to robisz", "Nie lubię tego". Gdy to usłyszy, opadnie mu nie tylko erekcja, ale też ochota na to, by sprawić ci przyjemność. Chwal go więc, gdy zrobi coś tak, jak lubisz, i mów: "Byłoby bosko, gdybyś..." albo "Odlecę, jeżeli...".
Jeśli z napięcia głos więźnie ci w gardle, weź jego dłoń i poprowadź ją, pokazując, co ma robić. Pojękuj też i wzdychaj - to natychmiast zrozumie.
5. Niezwykła zachcianka
Wszystko idzie gładko, aż nagle on rzuca propozycję, od której aż cię zatyka. Nieważne, co to będzie: prośba, byś zawiązała mu na jądrach krawat czy gryzła jego sutki, aż zacznie krzyczeć - spróbuj podejść do tego na luzie. Fakt, że nigdy dotąd czegoś podobnego nie robiłaś, nie znaczy, że ci się to nie spodoba. Lecz jeśli masz opory przed spełnieniem jego prośby, powiedz: "Nie bardzo mam na to ochotę. Ale co byś powiedział, gdybym zrobiła...?". Możesz też uśmiechnąć się i rzucić: "Może następnym razem".
A co, jeśli facet chce czegoś, co jest dla ciebie absolutnie nie do przyjęcia, w rodzaju duszenia go albo wykrzykiwania wulgaryzmów? Zachowaj spokój, odczekaj chwilę, a potem nagle "przypomnij sobie" o czymś niecierpiącym zwłoki: imprezie urodzinowej przyjaciółki czy raporcie dla szefowej, który masz przygotować na jutro. Przeproś go słodko, ubierz się i znikaj. I lepiej nie kontynuuj tej znajomości.
6. Najlepsze pozycje na pierwszą noc
Najlepiej zacznijcie od klasyki. Po misjonarsku, od tyłu, ty na górze - w tych pozycjach poznasz jego rytm i szybko się dostosujesz. Nie ryzykuj żadnych łamańców, bo im trudniejszy układ, tym większe ryzyko, że coś wam nie wyjdzie. No i nie chcesz chyba wystraszyć go repertuarem, który wpędziłby w kompleksy nawet Madonnę?
7. Uuups, co to było?!
Niemal na sto procent wydarzy się coś, co sprawi, że na waszych policzkach zagości rumieniec zawstydzenia. Cokolwiek to będzie: chlupoczące odgłosy podczas stosunku czy nagły atak miesiączki, spróbuj zachować się najnaturalniej jak się da. Jeśli czujesz się skrępowana, powiedz to. Jest tylko jedna rzecz gorsza niż bycie zakłopotaną: udawanie, że się nie jest. A najlepiej zacznij się... śmiać. Śmiech to sprawdzony afrodyzjak - nie tylko zniweluje napięcie, ale i sprawi, że wróci wam ochota na dalsze igraszki.
8. Gra końcowa
Gdy skończycie, nie biegnij od razu pod prysznic, bo kochanek zacznie się zastanawiać, czy się go nie brzydzisz. Jeśli nie chcesz zaplamić łóżka miłosnymi sokami, miej pod ręką paczkę chusteczek higienicznych i nimi dyskretnie załatw sprawę. Nie daj wam zasnąć - poprzytulajcie się trochę, pomrucz jak kotka, że było ci dobrze (jeśli było, oczywiście). Jeżeli przewidujesz dalszy ciąg programu, nakarm go jakąś pobudzającą przekąską, np. sałatką z krabowych paluszków (owoce morza działają jak afrodyzjak). Możesz też podać mu kanapkę z mięsem i chrzanem, który od wieków ma opinię środka pobudzającego nadwątlone seksualne siły. Wspólny prysznic i umycie się nawzajem też jest miłym pomysłem. I powstrzymaj ciekawość - pytania, na ile ocenia swój orgazm w 10-punktowej skali, zostaw na inną okazję. Jeśli on zacznie pytać, wyszepcz, że było cudnie.
9. Kiedy wszystko poszło nie tak
To się może zdarzyć, jeżeli wypijesz za dużo, by stłumić zdenerwowanie, a w rezultacie cały pokój wiruje ci przed oczami. Albo masz tak wyśrubowane wymagania, że nawet Casanova by im nie sprostał. Lub on kończy za szybko, lub przeciąga seks tak długo, że masz ochotę krzyczeć, by przestał. Cóż, seks jest jak nauka jazdy: w 9 przypadkach na 10 każdy następny raz jest lepszy od poprzedniego. Najlepiej tuż po seksie przedyskutuj z nim, co poszło nie tak. Tu również zastosuj marchewkę zamiast kija i nie gań, tylko mów, co mógłby zrobić lepiej. Chwal nawet to, czego nie zrobił, powiedz np.: "Cudowne były te okrężne ruchy, które wykonywałeś językiem" - i bądę pewna, że następnym razem je poczujesz. Musisz tylko wskazać mu właściwy kierunek...
10. Powtórka z rozrywki
Jeśli było tak dobrze, że masz ochotę na kolejną i następną noc w jego ramionach, nie szczędę mu pochwał - faceci uwielbiają "łóżkowe" komplementy. Możesz też pokazać mu parę swoich sztuczek, ale nie przesadzaj, by nie przestraszył się twego temperamentu. Stopniuj napięcie: najpierw pobudzaj go dłonią, parę nocy później obdarz boskim seksem oralnym, odczekaj kilka wieczorów i zacznij eksperymentować z pozycjami. Kajdanki, bicze, oblewanie woskiem i lateksowe ciuchy zostaw na później, gdy już nasycicie się "zwykłą" miłością i zaczniecie szukać ostrzejszych podniet, co najczęściej następuje po 1-2 latach związku.
- Z moim nowym facetem przez półtora miesiąca tylko się pieściliśmy - wspomina 27-letnia Ewa. - Gdy w końcu poszliśmy na całość, nasze orgazmy były silne jak trzęsienia ziemi.
Za nałożeniem waszym żądzom tymczasowego kagańca przemawia jeszcze jedna rzecz: fakt, że dzielenie się swoim ciałem z kimś, kogo prawie nie znasz, niesie ze sobą ryzyko. Nikt nie każe wam czekać miesiącami, ale powstrzymanie się od seksu przez parę tygodni sprawi, że nie tylko dowiecie się sporo o sobie i poczujecie się bezpiecznie w swoim towarzystwie, ale też, poza namiętnością, połączy was intymna więź. I dzięki temu właśnie wasza pierwsza wspólna noc będzie niezapomnianą wizytą w erotycznym raju. Pomogą ci to sprawić także nasze rady - zapoznaj się z nimi, nim zaprosisz nowego ukochanego do swojego łóżka.
1. Czy to dzisiaj jest ta noc?
Jedynym powodem, by się z kimś kochać, jest twoja na to ochota. Jeśli facet nalega na seks, zanim jesteś gotowa, zapewne zależy mu tylko na paru szybkich numerkach. Ale nawet jeśli i ty masz ochotę tylko na przygodę, seks z kochankiem, który wymusił na tobie współżycie, zawsze pozostawi niesmak i poczucie, że zostałaś wykorzystana. Dlatego, jeśli nie jesteś jeszcze gotowa na więcej niż pocałunki, powiedz mu to. Z naciskiem na "jeszcze" - jeśli on jest zainteresowany tobą, a nie tylko seksem, przeczeka twoje wahania.
2. Hej, mister DJ!
Zadbaj o muzyczną oprawę waszych uniesień. Daruj sobie nowości z list przebojów - nie chcesz chyba słyszeć piosenek, kojarzących ci się z waszą miłością, podczas zakupów w centrum handlowym? Zaś gotycki rock czy rytualne postękiwania aborygenów mogą w zarodku zdusić największą namiętność. Postaw więc na klasykę: "Erotica" Madonny, wszystkie płyty Shade, "Wicked Games" Chrisa Isaaka czy "Paris" Malcolma McLarena z namiętnym wokalem Catherine Deneuve sprawią, że pożądanie zacznie wibrować w powietrzu. Jeśli wiesz, że ukochany jest wielbicielem muzyki klasycznej, puść płytę z ariami miłosnymi z największych oper czy Bolero Ravela.
Pamiętaj o jednym: poza tym, że muzyka ma być sexy, album wybrany na tę pierwszą noc musi być na tyle długi, żebyście nie musieli zrywać się i zmieniać płyt. A jeśli wybierzesz krótszy album, zaprogramuj odtwarzacz na ponowne odtwarzanie, tak byście zdążyli ze wszystkimi pieszczotami.
3. Jak ja mu się pokażę?
Kiedy pierwszy raz rozbierasz się przed nowym mężczyzną, w twoim żołądku tańczą motyle, a dłonie tak ci drżą, że rozpięcie biustonosza jest równie trudne, jak włamanie się do Pentagonu. Boisz się, co będzie, gdy on zauważy rozstępy na twoich biodrach? Bez paniki - są małe szanse, że on w ogóle zwróci na to uwagę. Mężczyźni nie dostrzegają tylu szczegółów co kobiety, a do tego tak bardzo będzie go interesował twój nieziemski biust, linia bioder czy pełne usta - jakiekolwiek są twoje największe atuty - że nie zwróci uwagi na nic innego. Jeśli nadal masz opory przed pełnym striptizem, zadbaj o światło tuszujące defekty figury. Zapomnij o górnym, białym - pogłębia cienie i każda zmarszczka wygląda w nim jak Wielki Kanion Kolorado. Przy błękitnym czy zielonym oświetleniu będziesz przypominać świeżą topielicę, najlepiej więc włącz lampkę z czerwoną żarówką albo owiń klosz purpurowym szalem. Czerwone światło tworzy zmysłową atmosferę, a do tego sprawia, że skóra wygląda na idealnie gładką. Możesz też zapalić świece - w ich pełgającym świetle twoje krągłości będą kusząco podkreślone.
Jeżeli strach nadal cię paraliżuje, możesz dodać sobie animuszu jedną lub dwiema lampkami wina, ale więcej nie pij, bo alkohol znieczuli cię tak, że nie poczujesz żadnej przyjemności. Poza tym lekkie zdenerwowanie nie jest złe - przypływ adrenaliny wzmacnia twoje doznania i sprawia, że orgazmy są silniejsze niż zazwyczaj.
4. Proś o to, na co masz ochotę
Nie zakładaj, że ukochany sam będzie wiedział, co ma robić, facet to nie wróżka. Jasne, możesz spotkać kochanka obdarzonego niesamowitą cielesną intuicją, ale to równie trudne, jak trafić szóstkę w totka. Mówiąc o tym, co on ma robić, nie używaj określeń: "źle to robisz", "Nie lubię tego". Gdy to usłyszy, opadnie mu nie tylko erekcja, ale też ochota na to, by sprawić ci przyjemność. Chwal go więc, gdy zrobi coś tak, jak lubisz, i mów: "Byłoby bosko, gdybyś..." albo "Odlecę, jeżeli...".
Jeśli z napięcia głos więźnie ci w gardle, weź jego dłoń i poprowadź ją, pokazując, co ma robić. Pojękuj też i wzdychaj - to natychmiast zrozumie.
5. Niezwykła zachcianka
Wszystko idzie gładko, aż nagle on rzuca propozycję, od której aż cię zatyka. Nieważne, co to będzie: prośba, byś zawiązała mu na jądrach krawat czy gryzła jego sutki, aż zacznie krzyczeć - spróbuj podejść do tego na luzie. Fakt, że nigdy dotąd czegoś podobnego nie robiłaś, nie znaczy, że ci się to nie spodoba. Lecz jeśli masz opory przed spełnieniem jego prośby, powiedz: "Nie bardzo mam na to ochotę. Ale co byś powiedział, gdybym zrobiła...?". Możesz też uśmiechnąć się i rzucić: "Może następnym razem".
A co, jeśli facet chce czegoś, co jest dla ciebie absolutnie nie do przyjęcia, w rodzaju duszenia go albo wykrzykiwania wulgaryzmów? Zachowaj spokój, odczekaj chwilę, a potem nagle "przypomnij sobie" o czymś niecierpiącym zwłoki: imprezie urodzinowej przyjaciółki czy raporcie dla szefowej, który masz przygotować na jutro. Przeproś go słodko, ubierz się i znikaj. I lepiej nie kontynuuj tej znajomości.
6. Najlepsze pozycje na pierwszą noc
Najlepiej zacznijcie od klasyki. Po misjonarsku, od tyłu, ty na górze - w tych pozycjach poznasz jego rytm i szybko się dostosujesz. Nie ryzykuj żadnych łamańców, bo im trudniejszy układ, tym większe ryzyko, że coś wam nie wyjdzie. No i nie chcesz chyba wystraszyć go repertuarem, który wpędziłby w kompleksy nawet Madonnę?
7. Uuups, co to było?!
Niemal na sto procent wydarzy się coś, co sprawi, że na waszych policzkach zagości rumieniec zawstydzenia. Cokolwiek to będzie: chlupoczące odgłosy podczas stosunku czy nagły atak miesiączki, spróbuj zachować się najnaturalniej jak się da. Jeśli czujesz się skrępowana, powiedz to. Jest tylko jedna rzecz gorsza niż bycie zakłopotaną: udawanie, że się nie jest. A najlepiej zacznij się... śmiać. Śmiech to sprawdzony afrodyzjak - nie tylko zniweluje napięcie, ale i sprawi, że wróci wam ochota na dalsze igraszki.
8. Gra końcowa
Gdy skończycie, nie biegnij od razu pod prysznic, bo kochanek zacznie się zastanawiać, czy się go nie brzydzisz. Jeśli nie chcesz zaplamić łóżka miłosnymi sokami, miej pod ręką paczkę chusteczek higienicznych i nimi dyskretnie załatw sprawę. Nie daj wam zasnąć - poprzytulajcie się trochę, pomrucz jak kotka, że było ci dobrze (jeśli było, oczywiście). Jeżeli przewidujesz dalszy ciąg programu, nakarm go jakąś pobudzającą przekąską, np. sałatką z krabowych paluszków (owoce morza działają jak afrodyzjak). Możesz też podać mu kanapkę z mięsem i chrzanem, który od wieków ma opinię środka pobudzającego nadwątlone seksualne siły. Wspólny prysznic i umycie się nawzajem też jest miłym pomysłem. I powstrzymaj ciekawość - pytania, na ile ocenia swój orgazm w 10-punktowej skali, zostaw na inną okazję. Jeśli on zacznie pytać, wyszepcz, że było cudnie.
9. Kiedy wszystko poszło nie tak
To się może zdarzyć, jeżeli wypijesz za dużo, by stłumić zdenerwowanie, a w rezultacie cały pokój wiruje ci przed oczami. Albo masz tak wyśrubowane wymagania, że nawet Casanova by im nie sprostał. Lub on kończy za szybko, lub przeciąga seks tak długo, że masz ochotę krzyczeć, by przestał. Cóż, seks jest jak nauka jazdy: w 9 przypadkach na 10 każdy następny raz jest lepszy od poprzedniego. Najlepiej tuż po seksie przedyskutuj z nim, co poszło nie tak. Tu również zastosuj marchewkę zamiast kija i nie gań, tylko mów, co mógłby zrobić lepiej. Chwal nawet to, czego nie zrobił, powiedz np.: "Cudowne były te okrężne ruchy, które wykonywałeś językiem" - i bądę pewna, że następnym razem je poczujesz. Musisz tylko wskazać mu właściwy kierunek...
10. Powtórka z rozrywki
Jeśli było tak dobrze, że masz ochotę na kolejną i następną noc w jego ramionach, nie szczędę mu pochwał - faceci uwielbiają "łóżkowe" komplementy. Możesz też pokazać mu parę swoich sztuczek, ale nie przesadzaj, by nie przestraszył się twego temperamentu. Stopniuj napięcie: najpierw pobudzaj go dłonią, parę nocy później obdarz boskim seksem oralnym, odczekaj kilka wieczorów i zacznij eksperymentować z pozycjami. Kajdanki, bicze, oblewanie woskiem i lateksowe ciuchy zostaw na później, gdy już nasycicie się "zwykłą" miłością i zaczniecie szukać ostrzejszych podniet, co najczęściej następuje po 1-2 latach związku.
Wbrew potocznemu mniemaniu, technologiczna rewolucja, jaką przeżywamy, wcale nie zbliżyła ludzi do siebie. Owszem, możemy wymieniać w jednej chwili "mejle" z osobami z drugiego końca świata, możemy przez Internet poszukać ludzi podzielających nasze zainteresowania czy upodobania i w kilkanaście minut zdobyć sobie zupełnie nowe środowisko do pogwarek, nieważne, iż złożone z ludzi rozrzuconych po całym globie
A jednak - podtrzymuję swoje. Wcale nas to nie zbliża do siebie, a czasem wręcz oddala. Kontakt internetowy jest łatwy, ale i szalenie niezobowiązujący. Jeden ruch myszy - i masz przyjaciela. Drugi ruch myszy - i już go nie ma. Aby wymazać ze swego życia prawdziwego znajomego, takiego, jakiego się ma z podwórka, z wojska czy szkoły, już nie wspominając o członkach rodziny, trzeba by własnoręcznie dokonać morderstwa, do czego nie każdy jest zdolny, mimo całego warunkowania przemocą, jakie funduje nam od małego telewizja. Natomiast znajomego z Internetu wystarczy umieścić w "kilfajlu".
Diabli zresztą wiedzą, kogo w ten sposób wirtualnie uśmiercamy. Internet - przynajmniej w pewnym momencie, bo badania na ten temat, jakie czytałem, pochodziły sprzed paru ładnych lat - okazał się rajem dla wszelkiego rodzaju mitomanów, oszustów i bajerantów. Zresztą co tu gadać, chęć poudawania kogoś, kim się nie jest, tkwi przecież w każdym z nas - i tę właśnie pokusę przypięty do Sieci komputer potrafi rozpalić do białości. Niejednego znudzonego faceta bawi, gdy napisze pod "niknejmem", że jest niebieskooką blondyną o opływowych kształtach, i gdy może potem czytać listy od nabranych. Choć nie wiem, skąd może mieć pewność, czy to nie on właśnie jest w tych listach nabierany.
Wielu użytkowników Internetu odczuwa tę nieważkość elektronicznej znajomości, starając się, aby stanowiła ona tylko wstęp do poznania się prawdziwego - wiele list dyskusyjnych np. organizuje spontanicznie towarzyskie zjazdy uczestników. Zazwyczaj w parze z nimi idzie wyodrębnienie się, utworzenie listy zamkniętej dla obcych, wymagającej specjalnego zaproszenia. Ci, którym udało się przez Internet dobrać w zgraną paczkę - obserwowałem takie sprawy - odczuwają potrzebę odcięcia się od internetowego pospólstwa, od czatowych mękołów, potrafiących godzinami przerzucać się głupawymi uwagami z innymi głupkami. Muszę powiedzieć, że dla mnie "czaty" są jednym z najbardziej przygnębiających miejsc w Sieci. Nie mówię, oczywiście, o organizowanych przez portale spotkaniach z tzw. ciekawym człowiekiem, raczej będących czymś w rodzaju wieczoru autorskiego czy konferencji prasowej, tylko o netowych hyde-parkach, w których znaleźć można mniej więcej tyle samo mądrości, co na upstrzonej bazgrołami ścianie blokowiska.
Zdobywanie przyjaciół w Sieci udaje się znakomicie tym, którzy mają przyjaciół i bez tego. A miało być inaczej - jeszcze nie tak dawno czytałem, że Internet to wielka szansa dla ludzi, mających kłopoty z przystosowaniem się do środowiska, "niezsocjalizowanych", obciążonych patologiczną sytuacja rodzinną itd. Tymczasem dla takich ludzi sieć wydaje się raczej zagrożeniem. To z nich rekrutują się maniacy, którzy potrafią "czatować" godzinami na każdy temat i komentować przez całą dobę, co akurat pokazała kamera w domu Wielkiego Brata. Ci nieszczęśni ludzie mają, teoretycznie, tysiące znajomych i kumpli - a przecież w istocie nie mają ich w ogóle. Sieciowy maniak jest równie samotny erotoman - liczba kontaktów nie jest w stanie wynagrodzić mu ich powierzchowności.
Zanim upowszechniła się sieć komputerowa, bardzo podobny syndrom opisali psychologowie, badający ludzi uzależnionych od telewizora. Wniosek stąd płynie banalny, ale miły mojemu sercu i memu chłopskiemu rozumowi: wszystkiego próbować, z niczym nie przesadzać. Dobrze jest powymieniać sieciowe listy i dobrze potem wyłączyć komputer, żeby pójść ze znajomymi do baru albo urządzić sobotniego grilla.
A jednak - podtrzymuję swoje. Wcale nas to nie zbliża do siebie, a czasem wręcz oddala. Kontakt internetowy jest łatwy, ale i szalenie niezobowiązujący. Jeden ruch myszy - i masz przyjaciela. Drugi ruch myszy - i już go nie ma. Aby wymazać ze swego życia prawdziwego znajomego, takiego, jakiego się ma z podwórka, z wojska czy szkoły, już nie wspominając o członkach rodziny, trzeba by własnoręcznie dokonać morderstwa, do czego nie każdy jest zdolny, mimo całego warunkowania przemocą, jakie funduje nam od małego telewizja. Natomiast znajomego z Internetu wystarczy umieścić w "kilfajlu".
Diabli zresztą wiedzą, kogo w ten sposób wirtualnie uśmiercamy. Internet - przynajmniej w pewnym momencie, bo badania na ten temat, jakie czytałem, pochodziły sprzed paru ładnych lat - okazał się rajem dla wszelkiego rodzaju mitomanów, oszustów i bajerantów. Zresztą co tu gadać, chęć poudawania kogoś, kim się nie jest, tkwi przecież w każdym z nas - i tę właśnie pokusę przypięty do Sieci komputer potrafi rozpalić do białości. Niejednego znudzonego faceta bawi, gdy napisze pod "niknejmem", że jest niebieskooką blondyną o opływowych kształtach, i gdy może potem czytać listy od nabranych. Choć nie wiem, skąd może mieć pewność, czy to nie on właśnie jest w tych listach nabierany.
Wielu użytkowników Internetu odczuwa tę nieważkość elektronicznej znajomości, starając się, aby stanowiła ona tylko wstęp do poznania się prawdziwego - wiele list dyskusyjnych np. organizuje spontanicznie towarzyskie zjazdy uczestników. Zazwyczaj w parze z nimi idzie wyodrębnienie się, utworzenie listy zamkniętej dla obcych, wymagającej specjalnego zaproszenia. Ci, którym udało się przez Internet dobrać w zgraną paczkę - obserwowałem takie sprawy - odczuwają potrzebę odcięcia się od internetowego pospólstwa, od czatowych mękołów, potrafiących godzinami przerzucać się głupawymi uwagami z innymi głupkami. Muszę powiedzieć, że dla mnie "czaty" są jednym z najbardziej przygnębiających miejsc w Sieci. Nie mówię, oczywiście, o organizowanych przez portale spotkaniach z tzw. ciekawym człowiekiem, raczej będących czymś w rodzaju wieczoru autorskiego czy konferencji prasowej, tylko o netowych hyde-parkach, w których znaleźć można mniej więcej tyle samo mądrości, co na upstrzonej bazgrołami ścianie blokowiska.
Zdobywanie przyjaciół w Sieci udaje się znakomicie tym, którzy mają przyjaciół i bez tego. A miało być inaczej - jeszcze nie tak dawno czytałem, że Internet to wielka szansa dla ludzi, mających kłopoty z przystosowaniem się do środowiska, "niezsocjalizowanych", obciążonych patologiczną sytuacja rodzinną itd. Tymczasem dla takich ludzi sieć wydaje się raczej zagrożeniem. To z nich rekrutują się maniacy, którzy potrafią "czatować" godzinami na każdy temat i komentować przez całą dobę, co akurat pokazała kamera w domu Wielkiego Brata. Ci nieszczęśni ludzie mają, teoretycznie, tysiące znajomych i kumpli - a przecież w istocie nie mają ich w ogóle. Sieciowy maniak jest równie samotny erotoman - liczba kontaktów nie jest w stanie wynagrodzić mu ich powierzchowności.
Zanim upowszechniła się sieć komputerowa, bardzo podobny syndrom opisali psychologowie, badający ludzi uzależnionych od telewizora. Wniosek stąd płynie banalny, ale miły mojemu sercu i memu chłopskiemu rozumowi: wszystkiego próbować, z niczym nie przesadzać. Dobrze jest powymieniać sieciowe listy i dobrze potem wyłączyć komputer, żeby pójść ze znajomymi do baru albo urządzić sobotniego grilla.
Podrywy na imprezie
Jak podrywać kobietę na imprezie?
Jesteś na dyskotece, dobrze się bawisz. Widzisz niezłą pannę. Co robisz?
SPOSÓB NR 1 - "zatańczymy?"
Sposób stary jak świat, i może przez to właśnie taki dobry. Najlepszy podczas imprez, klasowych zabaw, osiemnastek, dyskotek. Wymaga oczywiście trochę odwagi, ale przecież to nie panna będzie cię prosić! Wiedz, że najczęściej właśnie ona jest stroną bardziej onieśmieloną. Podchodzisz do niej spokojnie i pewnie (żeby wiedziała, że idziesz do niej, a nie po piwo). Ruch ten wykonaj wiedząc, że za chwilę popłynie w eter jakaś wolna melodia. Przedstaw się (imię wystarczy), np. Cześć, jestem "Radek". Jeśli nie odpowie, powtórz - może nie usłyszała cię w ogólnym hałasie. Z czarującym uśmiechem pytasz czy zatańczy z tobą i po jej przytaknięciu za moment prowadzisz ją z szacunkiem i zadowoleniem na parkiet. Podczas tańca wykonujesz tzw. ubezpieczenie, stwierdzając: "Niemożliwe, aby taka sympatyczna osoba jak ty przyszła tu sama!". W ten sposób za jednym zamachem dowiesz się, czy nie jest może z mężczyzną i rzucisz jej pierwszy komplement. Jeżeli jest sama lub ze zwykłymi znajomymi, jest już nieźle. Po zakończeniu tańca proponujesz: "Może się czegoś napijemy? Słyszałem, że serwują to świetne drinki.". Jeśli nie pije alkoholu, pytasz się, czego sobie życzy. Później już tylko miło gawędzicie poznając się bliżej. Uwaga. Są dwie zasady, których absolutnie nie powinieneś w tej metodzie łamać: nigdy nie zaczynaj rozmowy po "paru głębszych" - nie ma nic gorszego niż widok zataczającego się, spoconego, cuchnącego alkoholem kolesia. A tak się wtedy wygląda.
podczas tańca nie udawaj Casanovy i nie obściskuj ją po wszystkich częściach jej (cudownego) ciała - będziesz miał jeszcze na to czas, a tak zniechęcisz ją na samym początku i narobisz sobie wstydu, jeśli pójdzie sobie w środku ballady.
SPOSÓB NR 2 - "na maczo"
Mijając pannę na dyskotece, gwiżdżesz lub wydajesz z siebie różne inne dźwięki, najlepiej odzywkę w stylu:
- Może pokazać ci kilka naprawdę sprytnych ruchów...
- Może chciałabyś kiedyś spróbować z prawdziwym mężczyzną...
- Dziecinko, jesteś moim życiem...
- Cześć, może chcesz, żebym ci przeprowadził sprawdzian z ustnego...
- Ruchasz się czy trzeba z tobą chodzić...
- Cześć mam na imię Marcin, zrobisz mi laskę?
(i wiele, wiele jeszcze innych - założę się, że znasz ich mnóstwo). Metoda nieskomplikowana, prosta w użyciu, mankamentem jest tylko jej niska skuteczność. Cóż - im więcej razy spróbujesz, tym większą masz szansę, że może kiedyś ci się uda. A tak na marginesie, zadziwiające, jak wielu mężczyzn nie potrafi podrywać inaczej niż tym sposobem.
--------------------------------------------------------------------------------
Podrywy latem
Jak podrywać latem kobiety?
Są różne sposoby podrywania w lato. Wyobraź sobie, że idziesz po ulicy w obcym mieście, lub w swoim, słonko grzeje. Widzisz ładną pannę. Co robisz?
SPOSÓB NR 1 - "zbłąkany turysta"
Podchodzisz rozglądając się na boki i zadajesz pierwsze lepsze pytanie dotyczące aktualnej sytuacji, na przykład:
- Przepraszam, gdzie jest najbliższy przystanek 514 ?
- Przepraszam, czy nie wiesz, gdzie można tu kupić fajki (piwo etc.) ?
- Przepraszam, dzieje się tu coś dzisiaj w mieście ?
- Przepraszam, czy nie widziałaś takiego małego, białego pieska ?
Tekst pytania jest nieistotny, ważny jest wyraz twarzy zagubionego pieseczka - nie wiesz gdzie jesteś i w ogóle co się dzieje. Podczas pytania patrzysz się nieśmiało w oczy, opowiadasz o swoim problemie, bawisz ją i coraz bardziej zaciekawiasz, wciągasz do dyskusji... i już jest twoja. Oto przykład:
- Przepraszam, czy nie orientujesz się, gdzie tu można kupić ciastka?
- Ciastka... może spróbujesz pójść do "Rejtana", potem w prawo...
- Dzięki, jeszcze tylko potrzebuję jakiejś dobrej kawy, idę właśnie na przyjęcie do mojej ciotki, to w sumie dobra kobieta, tylko ma... (itd., itd., snujesz jakieś rewelacje o twojej trochę zwariowanej ciotce, stoicie, rozmawiacie, aż w końcu...)
- Ojej, nie wiedziałem, że już jest tak późno! Szkoda...
Teraz najważniejszy moment - ona podejmuje decyzje. Jeśli powie do widzenia i szybko odejdzie, miałeś pecha. Jeśli jednak będzie jej przykro, mówisz, że wiesz, że to nieco dziwne poznawać kogoś na ulicy, i że nigdy jeszcze tego nie robiłeś, ale zrobiła na tobie tak duże wrażenie, i czy mógłbyś do niej zadzwonić. Ona daje ci swój numer telefonu, a ty oddalasz się cały w skowronkach.
SPOSÓB NR 2 - "my się znamy?"
Podchodzisz do panny i mówisz, że przyglądasz jej się już od dłuższego czasu i jesteś pewien, że już się gdzieś spotkaliście (ściema). Ona oczywiście zaprzecza, ale ty twardo (ale delikatnie) obstajesz przy swoim, bo przecież nie często spotyka się tak piękną kobietę. Potem podajesz jej listę imprez, na których mogliście się widzieć - postaraj się, żeby to była lista w miarę różnorodna i na poziomie", czyli impreza u Marka lub koncert jakiejś grupy rockowej. Reszta jak w sposobie pierwszym.
SPOSÓB NR 3 - "na kabrioleta"
Potrzebny ekwipunek: Ferrari, lub co najmniej BMW. Najlepszy byłby kabriolet. Podjeżdżasz i proponujesz wspólną przejażdżkę (twoja wybranka powinna być ubrana wyzywająco i w miarę możliwości obciśle - na inne kobiety ta metoda na pewno nie zadziała). Jedziecie w jakieś miłe, ustronne miejsce, by poznać się nieco bliżej. Odmianą tego wariantu jest prośba o wytłumaczenie, jak gdzieś dojechać. Po wysłuchaniu odpowiedzi udajesz zdezorientowanego i proponujesz, by wsiadła i sama wskazywała ci drogę, a potem odwieziesz ją tam, gdzie właśnie szła. Dosyć dużą niedogodnością obu tych metod jest wymóg posiadania odpowiedniego pojazdu, oraz niewielka pociecha intelektualna z poderwanej w ten sposób panienki. Z drugiej strony, ten wariant nie jest preferowany przez intelektualistów, więc nie ma problemu. Albo ma się intelekt, albo Ferrari.
Jak podrywać kobietę na imprezie?
Jesteś na dyskotece, dobrze się bawisz. Widzisz niezłą pannę. Co robisz?
SPOSÓB NR 1 - "zatańczymy?"
Sposób stary jak świat, i może przez to właśnie taki dobry. Najlepszy podczas imprez, klasowych zabaw, osiemnastek, dyskotek. Wymaga oczywiście trochę odwagi, ale przecież to nie panna będzie cię prosić! Wiedz, że najczęściej właśnie ona jest stroną bardziej onieśmieloną. Podchodzisz do niej spokojnie i pewnie (żeby wiedziała, że idziesz do niej, a nie po piwo). Ruch ten wykonaj wiedząc, że za chwilę popłynie w eter jakaś wolna melodia. Przedstaw się (imię wystarczy), np. Cześć, jestem "Radek". Jeśli nie odpowie, powtórz - może nie usłyszała cię w ogólnym hałasie. Z czarującym uśmiechem pytasz czy zatańczy z tobą i po jej przytaknięciu za moment prowadzisz ją z szacunkiem i zadowoleniem na parkiet. Podczas tańca wykonujesz tzw. ubezpieczenie, stwierdzając: "Niemożliwe, aby taka sympatyczna osoba jak ty przyszła tu sama!". W ten sposób za jednym zamachem dowiesz się, czy nie jest może z mężczyzną i rzucisz jej pierwszy komplement. Jeżeli jest sama lub ze zwykłymi znajomymi, jest już nieźle. Po zakończeniu tańca proponujesz: "Może się czegoś napijemy? Słyszałem, że serwują to świetne drinki.". Jeśli nie pije alkoholu, pytasz się, czego sobie życzy. Później już tylko miło gawędzicie poznając się bliżej. Uwaga. Są dwie zasady, których absolutnie nie powinieneś w tej metodzie łamać: nigdy nie zaczynaj rozmowy po "paru głębszych" - nie ma nic gorszego niż widok zataczającego się, spoconego, cuchnącego alkoholem kolesia. A tak się wtedy wygląda.
podczas tańca nie udawaj Casanovy i nie obściskuj ją po wszystkich częściach jej (cudownego) ciała - będziesz miał jeszcze na to czas, a tak zniechęcisz ją na samym początku i narobisz sobie wstydu, jeśli pójdzie sobie w środku ballady.
SPOSÓB NR 2 - "na maczo"
Mijając pannę na dyskotece, gwiżdżesz lub wydajesz z siebie różne inne dźwięki, najlepiej odzywkę w stylu:
- Może pokazać ci kilka naprawdę sprytnych ruchów...
- Może chciałabyś kiedyś spróbować z prawdziwym mężczyzną...
- Dziecinko, jesteś moim życiem...
- Cześć, może chcesz, żebym ci przeprowadził sprawdzian z ustnego...
- Ruchasz się czy trzeba z tobą chodzić...
- Cześć mam na imię Marcin, zrobisz mi laskę?
(i wiele, wiele jeszcze innych - założę się, że znasz ich mnóstwo). Metoda nieskomplikowana, prosta w użyciu, mankamentem jest tylko jej niska skuteczność. Cóż - im więcej razy spróbujesz, tym większą masz szansę, że może kiedyś ci się uda. A tak na marginesie, zadziwiające, jak wielu mężczyzn nie potrafi podrywać inaczej niż tym sposobem.
--------------------------------------------------------------------------------
Podrywy latem
Jak podrywać latem kobiety?
Są różne sposoby podrywania w lato. Wyobraź sobie, że idziesz po ulicy w obcym mieście, lub w swoim, słonko grzeje. Widzisz ładną pannę. Co robisz?
SPOSÓB NR 1 - "zbłąkany turysta"
Podchodzisz rozglądając się na boki i zadajesz pierwsze lepsze pytanie dotyczące aktualnej sytuacji, na przykład:
- Przepraszam, gdzie jest najbliższy przystanek 514 ?
- Przepraszam, czy nie wiesz, gdzie można tu kupić fajki (piwo etc.) ?
- Przepraszam, dzieje się tu coś dzisiaj w mieście ?
- Przepraszam, czy nie widziałaś takiego małego, białego pieska ?
Tekst pytania jest nieistotny, ważny jest wyraz twarzy zagubionego pieseczka - nie wiesz gdzie jesteś i w ogóle co się dzieje. Podczas pytania patrzysz się nieśmiało w oczy, opowiadasz o swoim problemie, bawisz ją i coraz bardziej zaciekawiasz, wciągasz do dyskusji... i już jest twoja. Oto przykład:
- Przepraszam, czy nie orientujesz się, gdzie tu można kupić ciastka?
- Ciastka... może spróbujesz pójść do "Rejtana", potem w prawo...
- Dzięki, jeszcze tylko potrzebuję jakiejś dobrej kawy, idę właśnie na przyjęcie do mojej ciotki, to w sumie dobra kobieta, tylko ma... (itd., itd., snujesz jakieś rewelacje o twojej trochę zwariowanej ciotce, stoicie, rozmawiacie, aż w końcu...)
- Ojej, nie wiedziałem, że już jest tak późno! Szkoda...
Teraz najważniejszy moment - ona podejmuje decyzje. Jeśli powie do widzenia i szybko odejdzie, miałeś pecha. Jeśli jednak będzie jej przykro, mówisz, że wiesz, że to nieco dziwne poznawać kogoś na ulicy, i że nigdy jeszcze tego nie robiłeś, ale zrobiła na tobie tak duże wrażenie, i czy mógłbyś do niej zadzwonić. Ona daje ci swój numer telefonu, a ty oddalasz się cały w skowronkach.
SPOSÓB NR 2 - "my się znamy?"
Podchodzisz do panny i mówisz, że przyglądasz jej się już od dłuższego czasu i jesteś pewien, że już się gdzieś spotkaliście (ściema). Ona oczywiście zaprzecza, ale ty twardo (ale delikatnie) obstajesz przy swoim, bo przecież nie często spotyka się tak piękną kobietę. Potem podajesz jej listę imprez, na których mogliście się widzieć - postaraj się, żeby to była lista w miarę różnorodna i na poziomie", czyli impreza u Marka lub koncert jakiejś grupy rockowej. Reszta jak w sposobie pierwszym.
SPOSÓB NR 3 - "na kabrioleta"
Potrzebny ekwipunek: Ferrari, lub co najmniej BMW. Najlepszy byłby kabriolet. Podjeżdżasz i proponujesz wspólną przejażdżkę (twoja wybranka powinna być ubrana wyzywająco i w miarę możliwości obciśle - na inne kobiety ta metoda na pewno nie zadziała). Jedziecie w jakieś miłe, ustronne miejsce, by poznać się nieco bliżej. Odmianą tego wariantu jest prośba o wytłumaczenie, jak gdzieś dojechać. Po wysłuchaniu odpowiedzi udajesz zdezorientowanego i proponujesz, by wsiadła i sama wskazywała ci drogę, a potem odwieziesz ją tam, gdzie właśnie szła. Dosyć dużą niedogodnością obu tych metod jest wymóg posiadania odpowiedniego pojazdu, oraz niewielka pociecha intelektualna z poderwanej w ten sposób panienki. Z drugiej strony, ten wariant nie jest preferowany przez intelektualistów, więc nie ma problemu. Albo ma się intelekt, albo Ferrari.
Ktoś porównał kiedyś uczucie miłości do huraganu emocji. Jeśli kiedykolwiek uważałeś, że jesteś zakochany, to rozumiesz co to oznacza. Uczucia wyrywają się spod kontroli tak, jak podmuchy huraganu, zmiatają wszystko, co stoi im na drodze. Nasze ciała są stworzone do tego, by odpowiedzieć fizycznie na tę trąbę powietrzną w sposób piękny i wspaniały. Jak mówiliśmy już o tym wcześniej, jeśli zachowujemy swoje ciała dla tej specjalnej osoby, która z kolei uczyni to samo dla nas, wówczas zostaje w pełni zrealizowany piękny i wspaniały aspekt stosunku płciowego.
Co się staje z naszymi uczuciami, jeśli nie zdecydujemy się czekać? Jakie są konsekwencje emocjonalne współżycia płciowego? By odpowiedzieć na te pytania, trzeba najpierw zrozumieć, dlaczego niektórzy młodzi ludzie nie czekają. Większość młodych ludzi współżyje seksualnie, kiedy są jeszcze nastolatkami.
Oczywiście jedną z przyczyn jest to , że sprawia to przyjemność fizyczną. W okresie dojrzewania twoje ciało odkrywa gwałtownie swoją płciowość i przyjemność, jaką może ona przynieść. Ciekawość dotycząca fizycznej przyjemności stosunku płciowego odgrywa tu ważną rolę.
Innym czynnikiem, trudniejszym do opisania, jest nasza natura uczuciowa. Młodzi ludzie, podobnie jak dorośli, poszukują miłości i czułości. Brak pewności siebie łącznie z małym szacunkiem dla własnej osoby mogą spowodować, ze w poszukiwaniu akceptacji huragan uczuć porwie taką osobę fizycznie i emocjonalnie.
Natura uczuć chłopców i dziewcząt jest różna. Chłopcy bardziej niż dziewczęta skłonni są do reakcji odnoszącej się do strony fizycznej. Dziewczęta reagują bardziej na uczuciową potrzebę bezpieczeństwa i bliskości. U chłopców występuje raczej fizyczna potrzeba seksu, podczas gdy dziewczęta pragną bardziej emocjonalnej bliskości i intymności.
Ważne jest, by młodzi ludzie spostrzegli, że mężczyźni nie szanują łatwych kobiet i szybko się nimi nudzą. Kobiety nie szanują mężczyzn, którzy myślą tylko o jednym. Czasami chłopcy słowami miłości wywierają nacisk na swoje dziewczyny, by zadośćuczynić swoim fizycznym pragnieniom. Dziewczęta reagują na miłe słowa i bliski kontakt fizyczny dla zaspokojenia swojej potrzeby intymności. Uważajcie, by nie wpaść w tę częstą pułapkę. Musisz zawczasu zdecydować o tym, jaka będzie twoja reakcja na pragnienia seksualne. Zbyt późno jest podejmować decyzję, gdy namiętności są rozpalone.
Stosunki płciowe wśród nastolatków bardzo rzadko są trwałe. Mniej niż dziesięć procent prowadzi do małżeństwa, a około 50 procent tych, którzy zawierają związek małżeński, rozwodzi się w ciągu pięciu lat. W większości przypadków związek zostaje zerwany po kilku tygodniach lub miesiącach, pozostawiając jedno lub dwoje młodych ludzi ze złamanym sercem.
Po zerwaniu związku młody mężczyzna lub kobieta odczuwają głęboki smutek z powodu straty. Stosunki płciowe wiążą dwoje ludzi fizycznie i uczuciowo. Zerwanie po tym, gdy dzieliliście z kimś swoje ciało i duszę jest sprawą głęboką i pozostawiającą uraz. Smutek, panika, lęk i wstyd szybko prowadzą do przygnębienia i wreszcie do rozpaczy. W takich przypadkach huragan uczuć miłosnych pozostawia straszliwe zniszczenia.
Uszczerbku doznają również przyszłe stosunki płciowe. Ludzie mają skłonność do podświadomego porównywania jednych partnerów seksualnych z drugimi. Z czasem młoda osoba staje się cyniczna w odniesieniu do innych i spostrzega, że trudno jest być znowu ufnym. Seks łączy nasze umysły i ciała w taki sposób, że gdy zostaną raz połączone, to nigdy nie będzie można ich rozdzielić.
Pamiętajcie więc, że stosunki płciowe nie zrobią z was mężczyzny czy kobiety, ale mogą sprawić, że będziecie chorzy, zajdziecie w ciążę lub wasza psychika zostanie okaleczona, nawet już za pierwszym razem. Prawdziwa miłość jest cierpliwa, dobra i nieegoistyczna. Miłość jest prawdziwa wtedy, gdy uczucia osoby, którą kochasz, są tak samo ważne jak twoje. Odmówienie współżycia wtedy, kiedy jeszcze jesteście młodzi i nieprzygotowani na jego konsekwencje może być z całą pewnością sposobem powiedzenia "Naprawdę kocham cię". Zachęcam, byście w tej dziedzinie okazali stanowczość wobec siebie i swoich przyjaciół. To jest ważny krok ku dorosłości.
Co się staje z naszymi uczuciami, jeśli nie zdecydujemy się czekać? Jakie są konsekwencje emocjonalne współżycia płciowego? By odpowiedzieć na te pytania, trzeba najpierw zrozumieć, dlaczego niektórzy młodzi ludzie nie czekają. Większość młodych ludzi współżyje seksualnie, kiedy są jeszcze nastolatkami.
Oczywiście jedną z przyczyn jest to , że sprawia to przyjemność fizyczną. W okresie dojrzewania twoje ciało odkrywa gwałtownie swoją płciowość i przyjemność, jaką może ona przynieść. Ciekawość dotycząca fizycznej przyjemności stosunku płciowego odgrywa tu ważną rolę.
Innym czynnikiem, trudniejszym do opisania, jest nasza natura uczuciowa. Młodzi ludzie, podobnie jak dorośli, poszukują miłości i czułości. Brak pewności siebie łącznie z małym szacunkiem dla własnej osoby mogą spowodować, ze w poszukiwaniu akceptacji huragan uczuć porwie taką osobę fizycznie i emocjonalnie.
Natura uczuć chłopców i dziewcząt jest różna. Chłopcy bardziej niż dziewczęta skłonni są do reakcji odnoszącej się do strony fizycznej. Dziewczęta reagują bardziej na uczuciową potrzebę bezpieczeństwa i bliskości. U chłopców występuje raczej fizyczna potrzeba seksu, podczas gdy dziewczęta pragną bardziej emocjonalnej bliskości i intymności.
Ważne jest, by młodzi ludzie spostrzegli, że mężczyźni nie szanują łatwych kobiet i szybko się nimi nudzą. Kobiety nie szanują mężczyzn, którzy myślą tylko o jednym. Czasami chłopcy słowami miłości wywierają nacisk na swoje dziewczyny, by zadośćuczynić swoim fizycznym pragnieniom. Dziewczęta reagują na miłe słowa i bliski kontakt fizyczny dla zaspokojenia swojej potrzeby intymności. Uważajcie, by nie wpaść w tę częstą pułapkę. Musisz zawczasu zdecydować o tym, jaka będzie twoja reakcja na pragnienia seksualne. Zbyt późno jest podejmować decyzję, gdy namiętności są rozpalone.
Stosunki płciowe wśród nastolatków bardzo rzadko są trwałe. Mniej niż dziesięć procent prowadzi do małżeństwa, a około 50 procent tych, którzy zawierają związek małżeński, rozwodzi się w ciągu pięciu lat. W większości przypadków związek zostaje zerwany po kilku tygodniach lub miesiącach, pozostawiając jedno lub dwoje młodych ludzi ze złamanym sercem.
Po zerwaniu związku młody mężczyzna lub kobieta odczuwają głęboki smutek z powodu straty. Stosunki płciowe wiążą dwoje ludzi fizycznie i uczuciowo. Zerwanie po tym, gdy dzieliliście z kimś swoje ciało i duszę jest sprawą głęboką i pozostawiającą uraz. Smutek, panika, lęk i wstyd szybko prowadzą do przygnębienia i wreszcie do rozpaczy. W takich przypadkach huragan uczuć miłosnych pozostawia straszliwe zniszczenia.
Uszczerbku doznają również przyszłe stosunki płciowe. Ludzie mają skłonność do podświadomego porównywania jednych partnerów seksualnych z drugimi. Z czasem młoda osoba staje się cyniczna w odniesieniu do innych i spostrzega, że trudno jest być znowu ufnym. Seks łączy nasze umysły i ciała w taki sposób, że gdy zostaną raz połączone, to nigdy nie będzie można ich rozdzielić.
Pamiętajcie więc, że stosunki płciowe nie zrobią z was mężczyzny czy kobiety, ale mogą sprawić, że będziecie chorzy, zajdziecie w ciążę lub wasza psychika zostanie okaleczona, nawet już za pierwszym razem. Prawdziwa miłość jest cierpliwa, dobra i nieegoistyczna. Miłość jest prawdziwa wtedy, gdy uczucia osoby, którą kochasz, są tak samo ważne jak twoje. Odmówienie współżycia wtedy, kiedy jeszcze jesteście młodzi i nieprzygotowani na jego konsekwencje może być z całą pewnością sposobem powiedzenia "Naprawdę kocham cię". Zachęcam, byście w tej dziedzinie okazali stanowczość wobec siebie i swoich przyjaciół. To jest ważny krok ku dorosłości.
-
nudziara: "Seks łączy nasze umysły i ciała w taki sposób, że gdy zostaną raz połączone, to nigdy nie będzie można ich rozdzielić." Piękne zdanie... niestety nie każdy zdaje sobie z tego sprawę... niestety nie zawsze ma to przełożenie na rzeczywistość...
We współczesnym świecie pojęcie nieśmiałości wydawałoby się, że jest anachronizmem. Bo gdzież w nim jest miejsce na nieśmiałość? Współczesne realia wymagają od nas ciągłego konfrontowania się z wieloma trudnymi sytuacjami, stawiają przed nami zadania, którym niełatwo jest sprostać. Duża konkurencja, pogoń za sukcesem wszystko to sprawia, że aby być na szczycie nie możemy pozwalać sobie na bycie nieśmiałym. Okazuje się jednak, że wcale tak nie jest. Nieśmiałość jest zjawiskiem bardzo powszechnym, dotyka wszystkich i każdą grupę społeczną, spotykana jest u ludzi w różnym wieku. Nieśmiałe mogą być dzieci w wieku przedszkolnym i młodzież przeżywająca rozterki okresu dorastania. Liczba osób nieśmiałych ciągle rośnie. Wiele czynników wpływa na izolowanie się ludzi, m.in. postęp w dziedzinie nowych środków przekazu a zwłaszcza łatwy dostęp do telewizji i Internetu. Wiąże się to ze spędzaniem wielu godzin w samotności przed ekranem telewizora lub monitorem komputera. Tacy ludzie wolą nawiązywać znajomości w kawiarence internetowej niż spotkać się z kimś twarzą w twarz. Z drugiej strony coraz więcej rodzin boryka się z trudnościami ekonomicznymi wynikającymi z bezrobocia oraz niedostatecznej ilości środków do materialnej egzystencji. Dzieci wywodzące się takich rodzin są często nieśmiałe, wstydzą się swojej sytuacji. Ich kontakty interpersonalne z rówieśnikami, nauczycielami są często zaburzone. Jednym z elementów nieśmiałości jest nieumiejętność zdobywania pomocy. Ma ona wpływ na osiągnięcia w nauce jak i na okazje do kontaktów z innymi dziećmi. Człowiek, który pozostaje od wieków niezmienny, musi odnajdywać się wciąż na nowo w tym zmodernizowanym świecie. Dlatego też pojawiają się nowe problemy, nowe trudności do pokonania. Wzrastająca ilość zaburzeń społecznych, nerwic oraz schorzeń psychicznych jest tego najlepszym dowodem. Jedną z zasadniczych przyczyn nerwic szkolnych jest lęk, który stał się codziennym towarzyszem znacznej liczby uczniów.
Lęk we wszystkich odmianach, a głównie lęk społeczny (nieśmiałość) utrudnia normalne funkcjonowanie w życiu. Uczniowie odczuwający lęk szkolny są ukierunkowani bardziej na niepowodzenia niż osiągnięcia, wykazują niewielkie zainteresowanie nauką, mają negatywną ocenę własnych zdolności i możliwości oraz swoich interakcji z nauczycielami i rówieśnikami.
W świecie pełnym przemocy i zagrożeń, opanowanym przez komputery i rzeczywistość wirtualną należy ochraniać i kultywować rozwijanie stosunków międzyludzkich, szczególnie wśród dzieci i młodzieży. Działania o charakterze socjoterapeutycznym odwołujące się do uczuć i emocji pomogą dzieciom zrozumieć drugiego człowieka, ułatwią nawiązywanie z nim kontaktu, nauczą tolerancji i odpowiedzialności za własne postępowanie.
Lęk we wszystkich odmianach, a głównie lęk społeczny (nieśmiałość) utrudnia normalne funkcjonowanie w życiu. Uczniowie odczuwający lęk szkolny są ukierunkowani bardziej na niepowodzenia niż osiągnięcia, wykazują niewielkie zainteresowanie nauką, mają negatywną ocenę własnych zdolności i możliwości oraz swoich interakcji z nauczycielami i rówieśnikami.
W świecie pełnym przemocy i zagrożeń, opanowanym przez komputery i rzeczywistość wirtualną należy ochraniać i kultywować rozwijanie stosunków międzyludzkich, szczególnie wśród dzieci i młodzieży. Działania o charakterze socjoterapeutycznym odwołujące się do uczuć i emocji pomogą dzieciom zrozumieć drugiego człowieka, ułatwią nawiązywanie z nim kontaktu, nauczą tolerancji i odpowiedzialności za własne postępowanie.
Chyba każdy z nas kiedyś poczuł w sercu igiełkę zazdrości. Zazdrościmy innym kariery, bogactwa, udanego związku, ogólnie mówiąc lepszego życia. Istnieje również zazdrość w miłości, która częściej rujnuje związki niż je buduje. Utarło się powiedzenie, że zazdrość o partnera jest przejawem miłości.
Uczucie zazdrości wprowadza do związku niepotrzebne napięcia, męczy osoby, o które jesteśmy zazdrośni, a przede wszystkim męczy ciebie samego, jeśli jesteś tym zazdrośnikiem. Nie wierzysz w bezinteresowne uczucia ze strony partnera i że ta miłość może być trwała. Pragniesz mieć partnerkę tylko dla siebie, bo tylko wtedy czujesz, że jesteś tylko z nią i dla niej. Boisz się wszelkiej konkurencji.
Każde zabłąkane spojrzenie twojej partnerki, zagadkowy uśmiech, dziwny ton telefonicznej rozmowy rodzą podejrzenia. I wtedy zaczyna się problem. Zaczynasz śledzić ukochaną, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne a nawet posuwasz się do otwierania korespondencji adresowanej tyko do niej.
Obsypujesz partnerkę mnóstwem pytań na temat spędzonego czasu bez ciebie. A kiedy później wraca do domu, myślisz tylko o jednym - na pewno mnie w tej chwili zdradza, jest z innym. W ten sposób nie tylko dręczysz ukochaną osobę, ale przede wszystkim siebie.
Mówi, się, że ktoś jest chorobliwie zazdrosny. Myślę, że zazdrość trafnie określono jako chorobę. Tylko czy jest ona uleczalna?
Na pewno musisz się postarać, by zapanować nad tym uczuciem. A to już mały krok w całkowitym pozbyciu się zazdrości.
A na koniec kilka rad, jak zmagać się z własną zazdrością. Na początek zajmij się w wolnym czasie czymś pożytecznym zamiast myśleć co ona w tej chwili robi. Przyjrzyj się sobie w lustrze. Zadbaj o swój wygląd a od razu poczujesz się bardziej atrakcyjny. Utwierdzisz się w przekonaniu, że twoja partnerka spojrzy na ciebie inaczej. A przede wszystkim powstrzymaj wodze fantazji i nie zalewaj lawiną pytań (pełnych zazdrości) swoją kobietę.
Związki oparte na zaufaniu są trwalsze i szczęśliwsze. Spróbuj więc pokonać własną zazdrość lub pomóż swojej partnerce uporać się z tym niszczącym uczuciem.
Co miłość zawdzięcza zazdrości?
Gdy zazdrość przesłania cały świat, jest uciążliwa i niszcząca. Ale dozowana z umiarem, podsyca namiętność, a związek dwojga ludzi czyni bardziej stabilnym i szczęśliwym. Bo przecież zazdrość to nieodłączna siostra miłości.
Choć powody zazdrości bywają różne, nasze reakcje są właściwie zawsze jednakowe. Niczym silny środek toksyczny, wątpliwości zatruwają umysł, duszę i osłabiają ciało.
"Chrońcie się przed zazdrością, potworem z zielonymi oczami" ostrzegał zazdrośnik Otello. Daremnie. Na zazdrość jak nie było, tak nie ma lekarstwa. Podąża ona za miłością niczym cień, towarzysząc jej od zawsze. Jedno uczucie bez drugiego, chociaż nazywane wrogami, nie mogłoby istnieć. Niewielką pociechą dla zazdrośników może być stwierdzenie Zygmunta Freuda, notabene bardzo zazdrosnego człowieka, że "zazdrość należy do grupy stanów afektywnych, podobnie jak np. smutek, można określić jako normalne".
Zazdrość ostrzega
Zazdrość to rodzaj uczuciowego sejsmografu. Pozwala wyczuć trzęsienie ziemi, gdy jeszcze wszystko wydaje się być w porządku. Czasami miewa się takie dziwne przeczycie, że coś nie gra, że trzeba włączyć lampkę alarmową. Wtedy wyostrzają się wszystkie zmysły, człowiek oczekuje ostatecznego ciosu, jest przygotowany na walkę o swoją miłość.
Zwykle u kobiet przebiega to zupełnie inaczej niż u mężczyzn. Podczas gdy mężowie na niewierność swoich żon reagują agresją, kobiety zdradę odbierają wrażliwie i emocjonalnie. Biolodzy uważają, że te różnice są uwarunkowane ewolucyjnie. Mężczyźni widzą zagrożenie dla przedłużenie egzystencji swoich genów, jeżeli partnerka uprawia seks z kimś innym. Natomiast żeńska zazdrość opiera się na archaicznym strachu przed utratą żywiciela i opiekuna. Bez względu jednak na wartość, jakich człowiek chce bronić, zazdrość wyostrzy mu wszystkie zmysły tak, aby mógł wcześniej zwietrzyć niebezpieczeństwo.
Podnosi temperaturę uczuć
Zazwyczaj tam, gdzie wydaje się brakować choć odrobiny zazdrości, prawdopodobnie brakuje także i wzajemnego zainteresowania.
Okazując zazdrość, partner sygnalizuje, że druga osoba jest wciąż ważna w jego życiu. Jeżeli tego uczucia brakuje w związku dwojga ludzi, najprawdopodobniej nadeszła obojętność.
Nie pozwala na obojętność
Jeżeli staramy się maksymalnie urozmaicić wspólne życie, poważnie zmniejszamy prawdopodobieństwo, że wkradnie się w nie, zabójcze dla miłości, obojętność i rutyna. W ten właśnie sposób przesuwamy zazdrość na właściwe miejsce, które świetnie się dla niej nadaje - jest dla związku ważnym impulsem, a nie zagrożeniem. Po prostu mobilizuje do działania.
Cementuje związek
Tezę, że zazdrość stabilizuje związki, potwierdzają naukowcy z Western University Illinois. W wyniku eksperymentu okazało się, że najtrwalsze związki to takie, które już na początku naznaczone były dawką zazdrości. Przekonanie, że świat pełen jest mężczyzn i kobiet szukających nowych partnerów, jest mniej szkodliwe dla pary niż małżeńska rutyna i nadmierne zaufanie. Pod warunkiem jednak, że zazdrość nie przekracza granic zdrowego rozsądku. Dopóki nie przysłania świata, jest zdrowa i jak najbardziej pożądana. W końcu zazdrość to pragnienie, aby być dla partnera całym światem. A to jest właśnie miłość!
Uczucie zazdrości wprowadza do związku niepotrzebne napięcia, męczy osoby, o które jesteśmy zazdrośni, a przede wszystkim męczy ciebie samego, jeśli jesteś tym zazdrośnikiem. Nie wierzysz w bezinteresowne uczucia ze strony partnera i że ta miłość może być trwała. Pragniesz mieć partnerkę tylko dla siebie, bo tylko wtedy czujesz, że jesteś tylko z nią i dla niej. Boisz się wszelkiej konkurencji.
Każde zabłąkane spojrzenie twojej partnerki, zagadkowy uśmiech, dziwny ton telefonicznej rozmowy rodzą podejrzenia. I wtedy zaczyna się problem. Zaczynasz śledzić ukochaną, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne a nawet posuwasz się do otwierania korespondencji adresowanej tyko do niej.
Obsypujesz partnerkę mnóstwem pytań na temat spędzonego czasu bez ciebie. A kiedy później wraca do domu, myślisz tylko o jednym - na pewno mnie w tej chwili zdradza, jest z innym. W ten sposób nie tylko dręczysz ukochaną osobę, ale przede wszystkim siebie.
Mówi, się, że ktoś jest chorobliwie zazdrosny. Myślę, że zazdrość trafnie określono jako chorobę. Tylko czy jest ona uleczalna?
Na pewno musisz się postarać, by zapanować nad tym uczuciem. A to już mały krok w całkowitym pozbyciu się zazdrości.
A na koniec kilka rad, jak zmagać się z własną zazdrością. Na początek zajmij się w wolnym czasie czymś pożytecznym zamiast myśleć co ona w tej chwili robi. Przyjrzyj się sobie w lustrze. Zadbaj o swój wygląd a od razu poczujesz się bardziej atrakcyjny. Utwierdzisz się w przekonaniu, że twoja partnerka spojrzy na ciebie inaczej. A przede wszystkim powstrzymaj wodze fantazji i nie zalewaj lawiną pytań (pełnych zazdrości) swoją kobietę.
Związki oparte na zaufaniu są trwalsze i szczęśliwsze. Spróbuj więc pokonać własną zazdrość lub pomóż swojej partnerce uporać się z tym niszczącym uczuciem.
Co miłość zawdzięcza zazdrości?
Gdy zazdrość przesłania cały świat, jest uciążliwa i niszcząca. Ale dozowana z umiarem, podsyca namiętność, a związek dwojga ludzi czyni bardziej stabilnym i szczęśliwym. Bo przecież zazdrość to nieodłączna siostra miłości.
Choć powody zazdrości bywają różne, nasze reakcje są właściwie zawsze jednakowe. Niczym silny środek toksyczny, wątpliwości zatruwają umysł, duszę i osłabiają ciało.
"Chrońcie się przed zazdrością, potworem z zielonymi oczami" ostrzegał zazdrośnik Otello. Daremnie. Na zazdrość jak nie było, tak nie ma lekarstwa. Podąża ona za miłością niczym cień, towarzysząc jej od zawsze. Jedno uczucie bez drugiego, chociaż nazywane wrogami, nie mogłoby istnieć. Niewielką pociechą dla zazdrośników może być stwierdzenie Zygmunta Freuda, notabene bardzo zazdrosnego człowieka, że "zazdrość należy do grupy stanów afektywnych, podobnie jak np. smutek, można określić jako normalne".
Zazdrość ostrzega
Zazdrość to rodzaj uczuciowego sejsmografu. Pozwala wyczuć trzęsienie ziemi, gdy jeszcze wszystko wydaje się być w porządku. Czasami miewa się takie dziwne przeczycie, że coś nie gra, że trzeba włączyć lampkę alarmową. Wtedy wyostrzają się wszystkie zmysły, człowiek oczekuje ostatecznego ciosu, jest przygotowany na walkę o swoją miłość.
Zwykle u kobiet przebiega to zupełnie inaczej niż u mężczyzn. Podczas gdy mężowie na niewierność swoich żon reagują agresją, kobiety zdradę odbierają wrażliwie i emocjonalnie. Biolodzy uważają, że te różnice są uwarunkowane ewolucyjnie. Mężczyźni widzą zagrożenie dla przedłużenie egzystencji swoich genów, jeżeli partnerka uprawia seks z kimś innym. Natomiast żeńska zazdrość opiera się na archaicznym strachu przed utratą żywiciela i opiekuna. Bez względu jednak na wartość, jakich człowiek chce bronić, zazdrość wyostrzy mu wszystkie zmysły tak, aby mógł wcześniej zwietrzyć niebezpieczeństwo.
Podnosi temperaturę uczuć
Zazwyczaj tam, gdzie wydaje się brakować choć odrobiny zazdrości, prawdopodobnie brakuje także i wzajemnego zainteresowania.
Okazując zazdrość, partner sygnalizuje, że druga osoba jest wciąż ważna w jego życiu. Jeżeli tego uczucia brakuje w związku dwojga ludzi, najprawdopodobniej nadeszła obojętność.
Nie pozwala na obojętność
Jeżeli staramy się maksymalnie urozmaicić wspólne życie, poważnie zmniejszamy prawdopodobieństwo, że wkradnie się w nie, zabójcze dla miłości, obojętność i rutyna. W ten właśnie sposób przesuwamy zazdrość na właściwe miejsce, które świetnie się dla niej nadaje - jest dla związku ważnym impulsem, a nie zagrożeniem. Po prostu mobilizuje do działania.
Cementuje związek
Tezę, że zazdrość stabilizuje związki, potwierdzają naukowcy z Western University Illinois. W wyniku eksperymentu okazało się, że najtrwalsze związki to takie, które już na początku naznaczone były dawką zazdrości. Przekonanie, że świat pełen jest mężczyzn i kobiet szukających nowych partnerów, jest mniej szkodliwe dla pary niż małżeńska rutyna i nadmierne zaufanie. Pod warunkiem jednak, że zazdrość nie przekracza granic zdrowego rozsądku. Dopóki nie przysłania świata, jest zdrowa i jak najbardziej pożądana. W końcu zazdrość to pragnienie, aby być dla partnera całym światem. A to jest właśnie miłość!
Każdy dzień jest dany ci jak wieczność aby był szczęśliwy.
Szczęście jest nieodłączne od ofiarowania siebie innym.
Droga do szczęścia jest ciemna i ciernista, ale oświetla ją nadzieja.
Najszczęśliwsi są ludzie najmniej zazdrośni.
Człowiek, który umie żyć w harmonii z samym sobą jest szczęśliwy.
Szczęśliwym jest tylko ten człowiek, który nie goni za szczęściem, jak za motylem, ale za wszystko, co otrzymuje potrafi być wdzięcznym.
Bóg dał każdemu człowiekowi możliwość uszczęśliwiania innych.
Szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to czego nie odbiera.
Jeśli człowiek pragnie być szczęśliwym, powinien nie tylko dążyć do szczęścia własnego, ale również do szczęścia tej społeczności, do której należy, i do szczęścia bliźnich, którzy ją tworzą.
Szczęśliwym jest nie ten, kto wydaje się takim innym, lecz ten, kto sam się za takiego uważa.
Człowiek jest stworzony do szczęścia. Prawdziwe szczęście może osiągnąć dając innym.
Człowiek, który potrafi rozmawiać z drzewem, nie potrzebuje psychiatry. Niestety sporo ludzi myśli inaczej.
Są ludzie, którzy nie zauważają małego szczęścia, bo daremnie czekają na duże.
Ludzie wiedzą, że są nieszczęśliwi, ale mało kto wie, że mógłby być szczęśliwy.
Jeśli istota ludzka nie musi już o nic zabiegać, o nic walczyć, niczego nie tworzyć i niczego pragnąć, to tak jakby już była martwa.
Uczynić kogoś szczęśliwym to jakby jego życie pomnożyć i pogłębić.
Szczęśliwi ci, którzy śnią, ale wiedzą kiedy się obudzić, aby przetwarzać swoje sny w czyny.
Aby być szczęśliwym, trzeba pragnąć, działać i pracować, taki jest porządek przyrody, której życie polega na działaniu.
Nikt nie może prawdziwie po ludzku żyć na ziemi, jeśli w jego umyśle i sercu nie ma skrawka nieba.
Przeszkody są nam potrzebne, aby nie zginęła w nas siła woli. Kto utracił zapał, utracił wszystko.
Nie ma takiego wielkiego czynu, który by nie powstał z jakiegoś wielkiego marzenia.
To człowiek człowiekowi potrzebny jest do szczęścia.
Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli.
Nie oczekujcie cudu: uczyńcie go!
Opierać swoje kruche istnienie o skałę Chrystusowej miłości.
Każdy rodzi się sam. Nikogo w tym nie można zastąpić. Można mu tylko pomóc wydobywać z siebie prawdziwego człowieka.
Każdy jest na tyle stary, na ile sobie zasłuży
Szczęście jest nieodłączne od ofiarowania siebie innym.
Droga do szczęścia jest ciemna i ciernista, ale oświetla ją nadzieja.
Najszczęśliwsi są ludzie najmniej zazdrośni.
Człowiek, który umie żyć w harmonii z samym sobą jest szczęśliwy.
Szczęśliwym jest tylko ten człowiek, który nie goni za szczęściem, jak za motylem, ale za wszystko, co otrzymuje potrafi być wdzięcznym.
Bóg dał każdemu człowiekowi możliwość uszczęśliwiania innych.
Szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to czego nie odbiera.
Jeśli człowiek pragnie być szczęśliwym, powinien nie tylko dążyć do szczęścia własnego, ale również do szczęścia tej społeczności, do której należy, i do szczęścia bliźnich, którzy ją tworzą.
Szczęśliwym jest nie ten, kto wydaje się takim innym, lecz ten, kto sam się za takiego uważa.
Człowiek jest stworzony do szczęścia. Prawdziwe szczęście może osiągnąć dając innym.
Człowiek, który potrafi rozmawiać z drzewem, nie potrzebuje psychiatry. Niestety sporo ludzi myśli inaczej.
Są ludzie, którzy nie zauważają małego szczęścia, bo daremnie czekają na duże.
Ludzie wiedzą, że są nieszczęśliwi, ale mało kto wie, że mógłby być szczęśliwy.
Jeśli istota ludzka nie musi już o nic zabiegać, o nic walczyć, niczego nie tworzyć i niczego pragnąć, to tak jakby już była martwa.
Uczynić kogoś szczęśliwym to jakby jego życie pomnożyć i pogłębić.
Szczęśliwi ci, którzy śnią, ale wiedzą kiedy się obudzić, aby przetwarzać swoje sny w czyny.
Aby być szczęśliwym, trzeba pragnąć, działać i pracować, taki jest porządek przyrody, której życie polega na działaniu.
Nikt nie może prawdziwie po ludzku żyć na ziemi, jeśli w jego umyśle i sercu nie ma skrawka nieba.
Przeszkody są nam potrzebne, aby nie zginęła w nas siła woli. Kto utracił zapał, utracił wszystko.
Nie ma takiego wielkiego czynu, który by nie powstał z jakiegoś wielkiego marzenia.
To człowiek człowiekowi potrzebny jest do szczęścia.
Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli.
Nie oczekujcie cudu: uczyńcie go!
Opierać swoje kruche istnienie o skałę Chrystusowej miłości.
Każdy rodzi się sam. Nikogo w tym nie można zastąpić. Można mu tylko pomóc wydobywać z siebie prawdziwego człowieka.
Każdy jest na tyle stary, na ile sobie zasłuży

-
rastaman:
Pokaż wszystkie (1) ›